Fot. Mateusz Czarnecki
Robert Lewandowski nie został powołany na obecne zgrupowanie, a mimo to zjawił się w Chorzowie. Wszystko po to, by osobiście uczestniczyć w ostatnim meczu Kamila Grosickiego dla kadry.
Brak powołania dla Roberta Lewandowskiego wywołał lekki skandal. Ludzie podzielili się na tych, którzy rozumieją tę decyzję i na tych, którzy krytykują kapitana Biało-czerwonych. Napastnikowi FC Barcelony dostało się za to, że nie pożegna Kamila Grosickiego. Koniec końców 37-latek zjawił się na Stadionie Śląskim, gdzie w przedmeczowym studio odniósł się do całej afery. Trzeba przyznać, że popularny Lewy nie przebierał w słowach.
Ja będę miał w sierpniu 37 lat. Z całym szacunkiem do wielu osób, do mediów, do was dziennikarzy – bo ja ten szacunek zawsze mam – ale z drugiej strony nikt z was nawet nie pomyślał o tym, że poza zmęczeniem fizycznym jest też mentalne. W dzisiejszych czasach rozmawiamy o tym, że grając tyle lat na poziomie, gram 17 lat w reprezentacji, opuściłem może pewnie maksymalnie drugie zgrupowanie. Zadam wam pytanie. Kto z was może wiedzieć, jak ja się czuję i co dla mnie będzie najlepsze? Ja znam swój organizm, co mi podpowiada. [..] Jeśli miałbym, z całym szacunkiem do całych mediów, dziennikarzy, ekspertów, was słuchać, to ja bym już dawno nie grał w tej reprezentacji. Ja gram w tej reprezentacji tylko i wyłącznie dla kibiców. To, co robię, w większości robię dla nich – powiedział.
Reprezentacja Polski we wtorek w Helsinkach zmierzy się w pierwszym meczu eliminacji do mistrzostw Świata 2026 z Finlandią.