Fot. Mateusz Czarnecki
Legia Warszawa na początku roku przeszła sporo zmian strukturalnych.
To nie jest dobry czas dla „Wojskowych”. Stołeczni zawiedli w poprzednim sezonie w lidze i byli daleko od głównego celu – mistrzostwa Polski.
Z klubem pożegnał się Goncalo Feio. A dość długo oczekiwano na ogłoszenie następcy Portugalczyka. Ostatecznie postawiono na Edwarda Iordănescu.
Sam Rumun zapewnia, że nie potrzebuje zbyt wielu nowych zawodników, by poprawić grę zespołu. Pytanie brzmi – na ile te słowa nie są tylko po to, by uspokoić atmosferę w Warszawie. Nie jest tajemnicą, iż Legia nie ma obecnie zbyt dobrej sytuacji finansowej.
Włodarczyk: W gruncie rzeczy nie prowadziliśmy działań
Nastroju wśród kibiców na pewno nie poprawią słowa byłego scouta Legii – Piotra Włodarczyka, który stosunkowo niedawno pracował w tym klubie. Był też kiedyś zawodnikiem Legii.
– W gruncie rzeczy nie prowadziliśmy działań. Istniał co prawda komitet transferowy, ale mam wrażenie, że decyzje o transferach podejmowali głównie Feio i Marcin Herra. Być może uczestniczyli w tym także inni, choć trudno mi to jednoznacznie stwierdzić. My jako skauci nie braliśmy w tym udziału. Siedząc w biurze i wykonując swoją pracę, z mediów dowiadywaliśmy się o transferach – mówi w rozmowie dla „Przeglądu Sportowego”.
– Byłem pracownikiem Legii, ale nikt o moje rekomendacje nie pytał oraz nie brał ich pod uwagę. Mieliśmy ciekawą listę napastników, którzy byli wysoko w naszych rankingach i w zasięgu klubu. Był moment, że Feio lub ktoś z jego sztabu z góry ignorował nasze rekomendacje. Nawet gdybyśmy zaproponowali Lionela Messiego, Portugalczyk i tak by go nie zaakceptował, ponieważ był to pomysł działu skautingu – dodaje.
Legia Warszawa za nieco ponad dwa tygodnie rozegra pierwszy mecz eliminacji do Ligi Europy z FK Aktobe. A nadal nie ogłosiła choćby jednego, nowego zawodnika.