(Photo by /Sipa USA) /ARENA AKCJI
Iga Świątek rozpoczęła nowy sezon tenisowy z wyraźnie innym nastawieniem niż kilka lat temu.
Polska tenisistka w rozmowie z Przeglądem Sportowym Onet opowiedziała o swoich sportowych ambicjach, podejściu do presji oraz o tym, jak dziś definiuje sukces na zawodowych kortach.
Inne spojrzenie na cele i ambicje
Polska tenisistka przyznała, że wraz z doświadczeniem zmienił się sposób, w jaki wyznacza sobie cele. Choć wciąż marzy o triumfie w Australian Open oraz o złotym medalu olimpijskim, nie traktuje tych osiągnięć jako jedynego wyznacznika swojej kariery.
– Patrzę na swoje cele trochę inaczej niż kilka lat temu. Jasne, Australian Open i złoto olimpijskie są gdzieś na mojej liście. Ale nie jest to jakiś Święty Graal, tylko marzenia, które realizuję krok po kroku – powiedziała Świątek.
Tenisistka podkreśla, że dziś najważniejsza jest dla niej droga, a nie wyłącznie końcowy wynik. Skupienie na codziennej pracy, zdrowiu i systematycznym rozwoju ma dla niej większe znaczenie niż presja związana z konkretnymi trofeami.
– Dziś bardziej skupiam się na procesie, na zdrowiu, na ciągłym rozwoju. Wyniki są ważne, ostatecznie uprawiamy zawodowy sport, ale nie są jedyną miarą satysfakcji, zwłaszcza na co dzień. Mówiłam kilka lat temu i mówię też dziś – dla mnie to maraton, a nie sprint i wierzę, że jeszcze sporo przede mną – podkreśliła.
W ostatnich tygodniach uwagę kibiców zwróciły również emocje, które towarzyszyły jej na korcie podczas United Cup. Zawodniczka otwarcie mówi o stresie i presji, które są naturalną częścią rywalizacji na najwyższym poziomie.
– Myślę, że warto, abyśmy trochę głośniej mówili o tym, że emocje są częścią sportu i życia. Ponieważ bardzo zależy nam sportowcom na tym, co robimy, czasami będziemy płakać, czasami głośno się cieszyć, a czasami złościć – przyznała.
Jak sama zaznacza, z każdym rokiem uczy się lepiej zarządzać stresem, nie tracąc przy tym autentyczności.