Fot. Kacper Staniec / Arena Akcji
Piotr Żyła w dobrym nastroju po piątkowych skokach.
Piotr Żyła był jedynym Biało-Czerwonym, który przebrnął przez pierwszą serię konkursu Mistrzostw Świata w lotach w Oberstdorfie. Loty na 2011 i 206.5 metra zapewniły mu miejsce szesnaste na półmetku czempionatu.
Zapytany o to, czy faktycznie ma najwięcej luzu w kadrze potwierdzał.
Po prostu przyjechałem tu sobie polatać. Pocieszyć się skokami narciarskimi. Dobrze się bawić – mówił uradowany po swoich próbach Żyła.
Wiślanin dodawał, że wcześniej był spięty, i między innymi przez to nic mu nie wychodziło.
Zdałem sobie sprawę, że znowu przegrałem sam ze sobą. I po co mi to po raz kolejny było? Tak by… Z tego nic nie ma. To się wie. Ale i tak się gdzieś tam nie idzie się ze sobą poradzić. I tak w zasadzie trochę przed tym zakopanym. Tak by jeszcze próbowałem jeszcze gdzieś tam walczyć. Żeby do tego zakopanego się dostać. Żeby w tym zakopanym skakać. I tutaj myślę… A po co mi to? Znaczy jak już odpadłem, nie? Po co mi to? No będę się spinał, będę kombinował, będę coś robił na siłę. Po prostu robię to co mi zawsze w tym sporcie sprawiało przyjemność. Taka po prostu radość. – Twierdzi skoczek.
Dopytany o tezę, czy jak będzie wszystko jasne jeśli chodzi o składy na Igrzyska, wszystkim powinno trochę pomóc.
Tak naprawdę u nas w sporcie to największą różnicę robi głowa. I to jest taki kluczowy element nad którym tak by ostatnimi czasami najbardziej pracowałem, bo tak by to jest istotne, najistotniejsze. – mówi.
Na koniec na prośbę o pomoc w wyluzowaniu pozostałym kadrowiczom przed drużynówką stanowczo powiedział.
Pójdziemy ogniem! Będzie! Będzie, dzięki! – zakończył Żyła.
Korespondencja z Oberstdorfu,
Kamil Kozłowski