fot. ANP/Arena Akcji
Rozszerzenie mistrzostw świata do 48 drużyn od początku budziło w Europie sporo wątpliwości. Pojawiały się głosy, że poziom spadnie, że turniej się rozmyje, że UEFA powinna mieć więcej miejsc. Problem w tym, że ten argument zaczyna się sypać, kiedy spojrzymy na konkretne drużyny, które zobaczymy w 2026 roku. W wielu krajach piłka dawno przestała być elitarnym klubem i mundial w końcu zaczyna to pokazywać.
Lista uczestników mówi więcej niż cała debata
Najlepszy sposób, żeby ocenić sens rozszerzenia mundialu, jest prosty. Wystarczy spojrzeć na listę drużyn. To ona najlepiej pokazuje, jak bardzo zmienił się świat futbolu.
Obok oczywistych potęg, jak Brazylia, Argentyna, Francja, Anglia, Niemcy, Hiszpania czy Portugalia, mamy dziś sporą grupę reprezentacji, które jeszcze kilkanaście lat temu były tylko tłem. Ten podział w dużej mierze przestał istnieć.
Maroko nie jest już jednorazową historią. Półfinał mundialu nie wziął się z przypadku, tylko z kilku lat pracy. To drużyna oparta na piłkarzach z czołowych lig Europy, dobrze poukładana i świadoma taktycznie. Senegal, Wybrzeże Kości Słoniowej czy Ghana mają dziś kadry pełne zawodników z Premier League, Serie A czy Ligue 1 i coraz częściej są w stanie grać z Europą jak równy z równym.
Afryka przestała być kontynentem potencjału. Dziś to realna jakość.
Podobny proces widać w Azji. Japonia gra bardzo uporządkowany futbol, Korea Południowa od lat utrzymuje poziom, Iran potrafi być niewygodnym przeciwnikiem dla każdego, a Australia na stałe wpisała się w krajobraz mundiali. Uzbekistan czy Jordania pokazują, że rozwój nie zatrzymuje się na kilku krajach.
Ameryka Północna też się zmieniła. Stany Zjednoczone rozwijają swoją ligę i system szkolenia, Kanada ma jedno z ciekawszych pokoleń w swojej historii, a Panama czy Haiti pokazują, że nawet mniejsze federacje mogą być konkurencyjne. Nawet Curaçao, które jeszcze niedawno nie istniało w poważnej piłce, dziś jest w stanie się przebić.
Na ten proces od lat zwraca uwagę Tim Vickery, który podkreśla, że globalizacja futbolu i rozwój szkolenia sprawiły, że różnice między kontynentami wyraźnie się zmniejszyły.
Zmiana w Ameryce Południowej i Afryce jest równie istotna
W tej dyskusji często pomija się jedną rzecz. Zmiana nie dotyczy tylko nowych regionów futbolu.
W Ameryce Południowej za Brazylią i Argentyną stoi dziś solidna grupa drużyn, takich jak Urugwaj, Kolumbia, Paragwaj czy Ekwador. To zespoły, które mają doświadczenie, stabilność i coraz więcej jakości.
Urugwaj od lat buduje swoją pozycję spokojnie i konsekwentnie. Kolumbia ma duży potencjał. Ekwador i Paragwaj coraz częściej pokazują regularność.
Afryka zrobiła ogromny krok do przodu. Maroko pokazało, że można walczyć o najwyższe cele. Senegal, Algieria czy Egipt mają dziś zaplecze, które pozwala myśleć o stabilnym poziomie.
Mundial przestaje być turniejem kilku potęg i reszty świata.
Krytyka istnieje i nie jest bezpodstawna
Nie ma sensu udawać, że wszystko jest idealne.
Dziennikarze The Guardian zwracali uwagę, że większy turniej może oznaczać więcej meczów o niskiej stawce, szczególnie w fazie grupowej. Im więcej drużyn, tym trudniej utrzymać napięcie.
W Polsce podobne głosy pojawiają się regularnie. Piotr Żelazny zwracał uwagę, że rozbudowywanie turniejów niesie ryzyko spadku jakości i często wynika bardziej z decyzji organizacyjnych niż sportowych. Michał Piątek pisał natomiast, że większy mundial może oznaczać mniej hitów i więcej spotkań, które nie budzą dużych emocji.
To są argumenty, które trudno zignorować. Ale dotyczą głównie formatu turnieju, a nie tego, jakie drużyny w nim grają.
Mundial zawsze był kompromisem między poziomem a reprezentacją świata
Łatwo o tym zapomnieć, ale mistrzostwa świata nigdy nie były turniejem wyłącznie dla najlepszych drużyn.
Jak zauważa Jonathan Wilson, mundial od zawsze był kompromisem. Z jednej strony poziom sportowy, z drugiej pokazanie futbolu jako globalnego zjawiska.
Dlatego zawsze były różnice poziomów i niespodzianki. To nie był błąd, tylko część tego turnieju.
Rozszerzenie do 48 drużyn tego nie zmienia. Po prostu lepiej dopasowuje turniej do dzisiejszego świata.
Większy mundial nie musi być gorszy
Najczęstszy argument jest prosty. Więcej drużyn oznacza niższy poziom.
Tyle że rzeczywistość coraz częściej temu przeczy.
Różnice między kontynentami się zmniejszyły. Drużyny spoza Europy coraz częściej potrafią kontrolować mecze i wygrywać z faworytami.
Maroko, Japonia czy Arabia Saudyjska to tylko najbardziej widoczne przykłady.
Większy mundial może więc oznaczać większą różnorodność i nieprzewidywalność, a nie spadek jakości.
Europa nie traci swojej pozycji
Europa wcale nie jest pokrzywdzona.
UEFA nadal ma najwięcej miejsc, najsilniejsze drużyny i największy wpływ na światowy futbol. To europejskie reprezentacje dalej będą faworytami.
Zmienia się tylko jedno. Inne regiony dostają więcej miejsca.
Podsumowanie: kierunek jest właściwy
Rozszerzenie mundialu do 48 drużyn nie jest idealne. Format można poprawić, a część obaw jest uzasadniona.
Ale sam kierunek zmian ma sens.
Bo futbol już dawno przestał być tylko europejski. Mundial w końcu zaczyna to pokazywać.
źródła pomocnicze:
Guardian, Sport.pl, Polityka.pl