Fot. Kacper Staniec / Arena Akcji
Właściciel Motoru Lublin nie ukrywa rozczarowania.
Klub nadal wymaga dużych dopłat, a droga do finansowej samowystarczalności jest daleka.
Ambitny plan, trudna rzeczywistość
Zbigniew Jakubas od początku jasno określał swój cel. Chce, aby Motor Lublin w przyszłości utrzymywał się sam. Na razie to jednak niemożliwe. Klub zajmuje ósme miejsce w Ekstraklasie i sportowo radzi sobie solidnie, ale finansowo wciąż nie wychodzi na zero.
Właściciel przyznał, że co roku musi dokładać kilka milionów złotych, a w kolejnym sezonie straty mogą być jeszcze większe. Jednym z głównych powodów problemów są niższe od oczekiwanych wpływy. Jakubas liczył na większą frekwencję na stadionie oraz większe zaangażowanie lokalnych firm.
– Nie ukrywam, że liczyłem na większą frekwencję na trybunach i większe zaangażowanie środowisk biznesowych – przyznał w rozmowie z „Dziennikiem Wschodnim”.
Koszty akademii i brak ulg
Sporo pieniędzy pochłania także rozwój zaplecza szkoleniowego. Zbigniew Jakubas zwrócił uwagę na brak ulg podatkowych dla klubowej akademii.
– To około pięciuset tysięcy złotych rocznie. Musimy płacić, choć inne kluby są zwolnione – podkreślił.
Koszty utrzymania obiektów są ogromne, samo ogrzewanie krytego boiska zimą to nawet 200 tysięcy złotych miesięcznie. Mimo trudności właściciel nie rezygnuje ze swojej wizji.