Photo by Patrick Hamilton/SIPA USA/Arena Akcji
Na niecały miesiąc przed Roland Garros polscy tenisiści nie są w optymalnej sytuacji.
Start Roland Garros już 24 maja, a wcześniej kluczowy sprawdzian w Rzymie. Tym razem jednak trudno mówić o dużym optymizmie wokół polskich tenisistów. Wyniki z ostatnich tygodni są nierówne, pojawiły się zmiany trenerów i problemy zdrowotne. W efekcie zamiast spokojnego budowania formy na Paryż mamy więcej znaków zapytania niż konkretów.
Największy dołek w karierze Świątek
W przypadku Igi Świątek skala problemu jest największa, bo jej standardy były najwyższe. Porażka w Miami z Magdą Linette przerwała wieloletnią serię zwycięstw w pierwszych meczach turniejów i spowodowała zmianę na stanowisku trenera – miejsce Wima Fissette’a zajął Francisco Roig. Początek współpracy nie przyniósł jednak poprawy wyników. Ćwierćfinał w Stuttgarcie i trzecia runda w Madrycie (oczywiście tutaj był krecz Świątek) to rezultaty poniżej oczekiwań. Bilans 2:2 na mączce i brak choćby jednego półfinału w sezonie to sytuacja, z którą Świątek nie miała do czynienia od lat. Na dziś ważniejsze od walki o tytuł w Paryżu wydaje się ustabilizowanie formy.
Powolna odbudowa Hurkacza
Hubert Hurkacz ma za sobą bardzo słaby początek sezonu (wyłączając United Cup). Seria siedmiu porażek, brak wygranych w lutym i marcu oraz nieudane występy w turniejach w USA mocno obniżyły jego pewność siebie. Rozstanie z Massu tylko podkreśliło brak klarownego planu wyjścia z kryzysu. Dopiero sezon na mączce przyniósł lekką poprawę. Trzecia runda w Monte Carlo to jego najlepszy wynik w tym roku, a porażka z Lorenzo Musettim w Madrycie była akceptowalna. Wciąż jednak trudno mówić o pełnym powrocie do formy, raczej o pierwszych sygnałach poprawy.
Problemy zdrowotne Majchrzaka
Dla Kamila Majchrzaka sezon został wyhamowany przez kontuzję kolana. Ostatni mecz rozegrał na początku kwietnia i od tego czasu nie pojawił się na korcie. Opuścił wszystkie ważne turnieje na mączce, w tym Monte Carlo, Monachium, Madryt i Rzym. To o tyle istotne, że wcześniej prezentował solidny poziom i był blisko wejścia do TOP 50. Potrafił wygrywać mecze, w których był faworytem, a w starciach z czołówką – jak pamiętny mecz z Djokoviciem w Indian Wells – był konkurencyjny. Przed Roland Garros najważniejsze jest to, czy w ogóle będzie gotowy do gry.
„Średnia światowa” Linette
Sezon Magdy Linette wygląda dość typowo. Bilans 12:8 i wyniki w okolicach TOP 50 dobrze oddają jej miejsce w tourze. Na plus można zaliczyć kilka wartościowych zwycięstw, w tym nad Świątek, Alexandrovą i Emma Navarro. Najlepszy był początek roku (dwa ćwierćfinały w styczniu i 3. runda Australian Open), później poziom wyników spadł. Sezon na mączce dopiero się dla niej zaczyna, w Madrycie wygrała jeden mecz i odpadła w kolejnym. Trudno przewidzieć, czego się po niej spodziewać w Paryżu, ale raczej nie wykracza to poza jej standardowy poziom.
Jeden wyskok i pasmo niepowodzeń Fręch
Najgorzej wygląda obecnie sytuacja Magdaleny Fręch. Po finale turnieju w Meridzie jej forma wyraźnie spadła, w wyniku czego przegrała pięć kolejnych meczów, w tym z rywalkami spoza ścisłej czołówki. Porażka w Madrycie z zawodniczką z końca TOP 100 tylko potwierdziła problem. Bilans 10:10 w sezonie jest przeciętny, a bez dobrego wyniku w Meksyku byłby wyraźnie ujemny. Turniej w Rzymie może mieć duże znaczenie w kontekście rozstawienia w Roland Garros, ale na dziś trudno wskazać argumenty przemawiające za szybkim przełamaniem.
Już za rogiem czai się drugi w tym sezonie turniej Wielkiego Szlema. Polscy tenisiści są jednak daleko od optymalnej formy. Świątek szuka stabilizacji, Hurkacz próbuje odbudować formę, Majchrzak walczy ze zdrowiem, a Linette i Fręch prezentują nierówny poziom. Turniej w Rzymie będzie ostatnią okazją, by poprawić swoją sytuację. Na dziś jednak trudno wskazać zawodnika lub zawodniczkę, którzy do Paryża pojadą w dobrej formie z nadziejami na życiowe wyniki.