(Photo by Cordon Press/Sipa USA) /ARENA AKCJI
Tykająca bomba w końcu wybuchła.
Szatnię Realu Madryt trawi obecnie ogień konfliktów, jakie pojawiły się w drużynie. Antonio Ruediger spoliczkował Alvaro Carrerasa, Aurelien Tchouameni pobił się z Fede Valverde, przez co ten drugi trafił do szpitala, a kilku piłkarzy w ogóle nie utrzymuje żadnych relacji z trenerem – Alvaro Arbeloą. Po odejściu Xabiego Alonso wydawało się, że sytuacja została względnie opanowana, lecz nic bardziej mylnego.
Konflikt od miesięcy
To właśnie jeszcze za kadencji Baska szatnia podzieliła się na dwa obozy. Jeden z nich popierał Xabiego Alonso i jego metody. Należał do niego między innymi wspomniany wcześniej Tchouameni. Valverde z kolei, wraz z Viniciusem, Bellinghamem i Camavingą sprzeciwiali się ówczesnemu szkoleniowcowi. Grupa ta narzekała na nudne odprawy taktyczne i złe podejście do zawodników. Choć Alonso już nie pracuje na Bernabeu, to podziały się utrzymały, dlatego też Tchouameni i Valverde skoczyli sobie do gardeł. Panowie bowiem od dłuższego czasu nie pałali do siebie sympatią, a sytuacji nie pomaga fakt, iż zwolennicy Alonso nie patrzą przychylnie na Arbeloę. Oliwy do ognia dolewa też Mbappe, którego nastawienie nie podoba się kolegom. Francuz nie uczestniczy w pressingu w trakcie meczów i nie przejawia cech lidera, a na takiego się kreuje.
Latem w Realu dojdzie do zmiany trenera i poważnego wietrzenia szatni. Największe szanse na zatrudnienie ma Jose Mourinho, w którym Florentino Perez widzi kogoś, kto przywróci ład i porządek oraz oczyści atmosferę.