(Photo by Koen van Weel/ANP/Sipa USA) /ARENA AKCJI
Jeszcze kilka tygodni temu wydawało się, że wybory prezydenta FIFA w marcu 2027 będą zwykłą formalnością. Gianni Infantino od lat budował pozycję praktycznie niezagrożonego lidera światowego futbolu. Miał poparcie większości konfederacji, ogromne wpływy i wszystko wskazywało na to, że bez większych problemów rozpocznie czwartą kadencję. Dziś sytuacja wygląda inaczej. Wszystko przez pomysł sprzedaży części praw komercyjnych do mundialu prywatnym inwestorom. FIFA wycofała się z projektu, ale polityczne skutki tej decyzji mogą okazać się znacznie poważniejsze, niż początkowo zakładano.
MUNDIAL NIE JEST ZWYKŁYM PRODUKTEM
Trudno odmówić Gianniemu Infantino jednego. Przez ostatnie lata konsekwentnie rozwijał biznesową stronę futbolu. Powiększone Klubowe Mistrzostwa Świata, rekordowe przychody FIFA czy rozszerzenie mundialu do 48 reprezentacji przyniosły organizacji miliardy dolarów. Tym razem poszedł jednak o krok za daleko. Na papierze cały projekt wyglądał racjonalnie. Problem polegał na tym, że dla wielu działaczy została przekroczona granica, której wcześniej nikt nie próbował naruszać. Mundial nie jest zwykłym produktem. To najważniejszy turniej piłkarski świata i jednocześnie symbol FIFA. Sprzedaż części jego praw komercyjnych prywatnym funduszom została odebrana jako próba skomercjalizowania czegoś, co przez dekady należało do całego środowiska piłkarskiego.
UEFA POWIEDZIAŁA „DOŚĆ”
Reakcja była natychmiastowa. UEFA nie tylko skrytykowała projekt, ale określiła go jako działanie pozbawione przejrzystości i zapowiedziała możliwość podjęcia kroków prawnych. Europejska federacja zarzuciła FIFA brak konsultacji oraz próbę przeforsowania jednej z najważniejszych decyzji w historii światowego futbolu bez odpowiedniej debaty. Jeszcze ważniejszy był jednak sam przekaz. Przez lata wiele federacji krytykowało decyzje Infantino, ale ostatecznie i tak udzielało mu poparcia. Tym razem sytuacja wyglądała inaczej. UEFA otwarcie stwierdziła, że mundial nie jest na sprzedaż, a sam projekt przekroczył granicę, której FIFA nie powinna była nawet zbliżać się do przekroczenia. To był pierwszy wyraźny sygnał, że pozycja Infantino zaczyna słabnąć.
WYCOFANIE PRZYSZŁO ZA PÓŹNO
Kilka dni później FIFA wycofała cały projekt. Sam Gianni Infantino przyznał, że propozycja podzieliła środowisko piłkarskie i nie służy jedności światowego futbolu, dlatego nie będzie dalej procedowana. Przez chwilę można było odnieść wrażenie, że kryzys został opanowany. Tyle że w polityce, a FIFA coraz częściej funkcjonuje właśnie w takich realiach, wycofanie się z błędnej decyzji nie zawsze oznacza odzyskanie zaufania. Federacje zobaczyły bowiem coś znacznie ważniejszego niż sam projekt. Zobaczyły, że prezydent FIFA był gotów podjąć decyzję dotyczącą najcenniejszego produktu światowego futbolu praktycznie bez szerokich konsultacji. I właśnie tego wielu działaczy może mu już nie zapomnieć.
POPARCIE ZACZYNA SIĘ SYPAĆ
Największym problemem Infantino nie jest dziś sam pomysł sprzedaży praw do mundialu. Największym problemem jest to, że kolejne federacje zaczynają wycofywać swoje poparcie przed przyszłorocznymi wyborami. Według Reutersa zrobiły to już między innymi Walia, Szwecja i Serbia, a podobny krok ma rozważać również Angielska Federacja Piłkarska. UEFA i CONCACAF także nie stoją już tak jednoznacznie za obecnym prezydentem FIFA, jak jeszcze kilka tygodni temu. Oczywiście Infantino wciąż może liczyć na silne wsparcie wielu federacji z Afryki i Ameryki Południowej. Nadal pozostaje faworytem. Po raz pierwszy od wielu lat jego zwycięstwo nie wydaje się jednak przesądzone.
NAJGROŹNIEJSZY RYWAL MOŻE SIEDZIEĆ KILKA BIUR DALEJ
Paradoks całej sytuacji polega na tym, że największym zagrożeniem dla Infantino wcale nie musi być ktoś z zewnątrz. Coraz częściej pojawiają się głosy, że jeśli dojdzie do zmiany na stanowisku prezydenta FIFA, nowym szefem organizacji zostanie ktoś z obecnego kierownictwa. Najczęściej wymienia się dwa nazwiska. Pierwszym jest Victor Montagliani, prezydent CONCACAF i jednocześnie jeden z wiceprezydentów FIFA. Drugim Mattias Grafström, obecny sekretarz generalny FIFA, który od lat odpowiada za funkcjonowanie organizacji od strony administracyjnej. Żaden z nich nie ogłosił jeszcze startu. Sam fakt, że media i działacze zaczynają szukać alternatywy, pokazuje jednak, jak bardzo zmieniły się nastroje. Jeszcze miesiąc temu praktycznie nikt nie zastanawiał się, kto mógłby zastąpić Infantino. Dziś takie rozmowy stają się coraz częstsze.
TO MOŻE BYĆ POCZĄTEK KOŃCA INFANTINO
Nie twierdzę, że Gianni Infantino na pewno przegra wybory. Nadal dysponuje ogromnymi wpływami, rozbudowaną siecią kontaktów i poparciem wielu federacji. Wciąż ma wszystkie narzędzia, żeby odwrócić sytuację. Mam jednak wrażenie, że wydarzyło się coś znacznie ważniejszego niż sama porażka projektu sprzedaży praw do mundialu. Po raz pierwszy od objęcia stanowiska w 2016 roku Infantino przestał sprawiać wrażenie człowieka, którego nie da się pokonać. Stracił wizerunek lidera, który zawsze potrafi przekonać większość do swoich pomysłów. Być może za kilka miesięcy okaże się, że był to jedynie chwilowy kryzys. Możliwe jednak, że właśnie teraz byliśmy świadkami początku końca jednej z najbardziej wpływowych prezydentur w historii FIFA. Bo czasem jedna nieudana decyzja nie odbiera władzy od razu. Wystarczy jednak, żeby wszyscy zobaczyli, że król nie jest już tak silny, jak jeszcze niedawno wydawało się wszystkim.