Fot. Mateusz Czarnecki
Wisła Płock przegrała kolejny mecz w Ekstraklasie.
Tym razem lepsze okazało się Zagłębie Lubin, a trener Mariusz Misiura mówi wprost o trudnym okresie przebudowy zespołu.
Od lidera do serii porażek
Wisła Płock jeszcze na początku rundy wiosennej była liderem tabeli. Po zimowej przerwie wygrała z Rakowem Częstochowa i wydawało się, że utrzyma wysoką formę. Potem przyszły cztery porażki z rzędu, z Piastem Gliwice, Widzewem Łódź, Legią Warszawa oraz Zagłębiem Lubin. Ostatnie spotkanie zakończyło się wynikiem 0:2.
Szkoleniowiec Mariusz Misiura podkreśla, że obecne problemy są związane ze zmianami w składzie. Zimą z klubu odszedł między innymi Andri Edmundsson.
– Jesteśmy w momencie, kiedy straciliśmy najlepszego obrońcę Edmundssona i uczymy się grać bez niego. Podobnie dzisiaj bez Sekulskiego, Jimeneza, Salvadora, najlepszych w ofensywie. Jesteśmy w procesie przebudowy i potrzebujemy czasu.
Szkoleniowiec zaznaczył też, że nie chce szukać jednego winnego.
– Łatwo iść w narrację, że tracimy więcej goli, bo nie ma Edmundssona, ale to nie wina zawodnika, który go zastępuje. Wiemy, jakie miał statystyki, uczymy się grać w inny sposób.
Bezpieczna przewaga, ale czas na reakcję
Mimo czterech porażek Wisła nadal ma osiem punktów przewagi nad strefą spadkową w PKO BP Ekstraklasie. Sytuacja w tabeli jest więc jeszcze stabilna, ale seria niepowodzeń budzi niepokój.
Kolejna okazja do przełamania nadejdzie w poniedziałek. Wtedy Wisła podejmie u siebie Arkę Gdynia i spróbuje zatrzymać niekorzystny trend. Arkowcy radzą sobie tragicznie w delegacji, w 10 spotkaniach zdobyli zaledwie jeden punkt i ich bilans bramkowy to 2:24.